- Nie uderzyłeś się też w nos? – przypomniałam sobie, gdy z
Harrym szliśmy na czwartą lekcję.
- Taa. – odpowiedział od niechcenia.
- Nie powinieneś był zostać? Co jeśli jest złamany czy coś?
– zmartwiłam się.
Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu, a jego dołeczki w
policzkach się ukazały.
- Wszystko w porządku, Katy. – zapewnił mnie.
Wciąż miałam wątpliwości, więc zatrzymałam go, nachylając
się w kierunku jego twarzy, badając jego nos.
To dobra rzecz, że planowałam iść w kierunku medycyny.
Szkoła, do której uczęszczałam miała programy dla uczniów zmierzających w
stronę takiej kariery, więc wiedziałam kilka rzeczy o ludzkim ciele.
- Skończyłaś? – Harry powiedział, patrząc na sufit.
- Taa. – odpowiedziałam.
To niesamowite jak szybko jego nos przestał krwawić w
gabinecie pielęgniarki.
Razem z chłopakiem kontynuowałam podróż.
- Za tobą. – powiedział otwierając drzwi z klasy.
Oczy wszystkich były na nas.
- Usprawiedliwienie ? – nauczycielka podniosła brew.
- Cholera, ale gówno. – mruknęłam pod nosem.
- Wróćcie i weźcie je, skądkolwiek przyszliście. –
westchnęła.
Odwróciłam się w kierunku drzwi, ale Harry mnie zatrzymał.
- Byliśmy tylko u pielęgniarki. – powiedział.
- Nie ma znaczenia, gdzie byliście. Ja wciąż potrzebuję
usprawiedliwienia. – kobieta zaczynała być zirytowana.
Przejechałam wzrokiem po tabliczce przyczepionej do jej
koszuli i zobaczyłam „Pani Williams” napisane ledwo czytelną czcionką.
- Przepraszamy panno Williams, wrócimy i dostaniemy usprawiedliwienie.
– powiedziałam ze spokojem.
Kobieta po prostu odwróciła się do nas plecami i
kontynuowała to, o czymkolwiek mówiła.
- Mogłem powiedzieć, że ma ból dupy. – Harry fuknął.
Zaśmiałam się.
Wydaje mi się, że zawsze śmiałam się z dosłownie
wszystkiego. Zawsze odnajdowałam coś śmiesznego, we wszystkim, niekoniecznie
śmiesznym. Oczywiście, cokolwiek to było właściwego do śmiania się.
- Co w tym takiego zabawnego? – wyszczerzył się.
- To, co powiedziałeś. – odpowiedziałam.
- To nie było zabawne. – wbrew temu, co powiedział, wciąż
się uśmiechał, a jego inteligentne oczy obserwowały mnie.
- Oh wiesz, dla mnie, było. – wyznałam.
Harry zachichotał i złapał mnie za rękę, obserwując ją. Po
chwili odwrócił ją na drugą stronę, a ja natychmiast wyrwałam ją i naciągnęłam
rękaw tak, żeby nic nie zobaczył.
Chłopak zauważył moją nagłą reakcję.
Ponownie, delikatnie chwycił moją dłoń i jeszcze raz
odwrócił ją na drugą stronę, podciągając chwilę wcześniej opuszczony przeze
mnie rękaw.
Harry się zatrzymał.
Jego oczy ani na chwilę nie opuszczały mojego nadgarstka.
Jego wolna ręka jeździła przez blizny, które zaczynały już pomału znikać.
Spojrzał z góry na mnie, a jego oczy wypełnione były zmartwieniem i smutkiem.
- Co...
- To nic nie jest. – ucięłam i wyrwałam moją rękę z dala od
niego.
Nie chciałam, by ktokolwiek znał powody tych ran, które
sobie zrobiłam. Nie chciałam by ktokolwiek je znał, ponieważ to jest coś o
mnie, co trzymam w ukryciu i zatrzymuję tylko dla siebie.
Na całe szczęście, nie krzywdziłam się w jakikolwiek sposób,
przez ostatni miesiąc, w którym zauważyłam postęp.
Próbowałam zostać silna i myśleć o sobie pozytywnie. Powoli
zaczynałam akceptować fakt, że jestem kim jestem i nie mogę tego zmienić. Choćbym
nawet czuła się jakbym była samotna i przez nikogo zrozumiana, zawsze jest
ktoś, kto czuje się w dokładnie ten sam sposób co ja, i wie, jak mnie
pocieszyć, ponieważ wiem, że nie jestem sama, mimo wszystko. Ja po prostu nie
miałam jeszcze okazji spotkać osoby, która czułaby się w taki sposób, jak ja,
ale wciąż, gdzieś tam jest. Życzę jej jak najlepiej.
- Katy. – głęboki głos Harrego powoli przemówił.
- Ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać… Proszę. –
powiedziałam.
Harry westchnął i zaczęliśmy ponownie iść. Niedługo potem,
dostaliśmy usprawiedliwienie od pielęgniarki i daliśmy je pannie Williams i
zajęliśmy miejsca w środku klasy.
- Więc zasadniczo, wszystko co musicie zrobić, to skupić się
i wykonać pracę domową i to wszystko. –
panna Williams wyłożyła.
Dałam moją głowę na dół i zaczęłam zamykać oczy, podczas gdy
ona zaczęła gderać i mówić o jej córce, która żyła w Ohio, co szczerze, mnie
nie obchodzi.
- Więc teraz, ona żyje w Ohio z jej trzecim mężem,
prawdopodobnie będąc nieszczęśliwa,
ponieważ ona zawsze do mnie dzwoni i mówi, że tęskni za tutejszym miejscem. –
kontynuowała.
- Nikogo to kurwa nie obchodzi. – szepnęłam do siebie.
Harry i dziewczyna siedząca obok mnie, się zaśmiali. Chyba powiedziałam
to głośniej niż myślałam.
Kiedy zadzwonił dzwonek, panna Williams wciąż mówiła o jej
córce i dosłownie wszyscy rzucili się do drzwi.
Szybko poszłam w kierunku mojej szafki, która była na końcu
korytarza.
- Nie sądzę, że mógłbym wytrzymać drugi raz to samo. –
powiedział Harry, gdy ukazał się koło mnie.
Obróciłam się tam, skąd pochodzić głos. Nasze twarze były
zbyt blisko. Nie zdawałam sobie sprawy, jak niedaleko od siebie byliśmy.
Nieznacznie się poruszyłam.
- Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałam idąc przez
zatłoczony korytarz.
- Oczywiście. – odpowiedział chowając swoje olbrzymie ręce
do kieszeni.
- Dlaczego jesteś taki miły? Byłeś kompletnym dupkiem
jeszcze dzisiaj rano. – przypomniałam mu.
- Wiesz, tak naprawdę nie wiem. Chyba czuję się źle, że Josh
cię oszukiwał. – przyznał się.
- Oh. – powiedziałam.
- Taa. – odpowiedział.
Poczułam się lekko zraniona, że jedynym powodem jego zachowania
było to, że się nade mną litował. Nic innego.
- Nie miałem tego na myśli Kat-
- Wiem, co miałeś. – przerwałam, uśmiechając się po
przeszkodzeniu Harremu ujrzenia mojej reakcji na jego słowa.
Kontynuowałam marsz, docierając do celu.
Lekko stanęłam na palcach, by mieć lepszy dostęp do zamka
mojej szafki.
Nienawidziłam tego, że byłam tak niska.
Harry stał za mną.
- Chcesz opuścić tą lekcję? – zapytał.
Zwróciłam głowę w jego kierunku, gdy otwierałam szafkę.
- Jesteś szalony? – zaśmiałam się.
- Nie. – uśmiechnął się.
- Więc.. Nie, nie chce. Mój tata mnie zabije jeśli się dowie
co zrobiłam. – powiedziałam wybierając zeszyt na następną lekcję. Plastykę.
- Martwisz się zbyt dużo. – Harry skomentował.
- Nie, po prostu wiem, co jest dobre, a co złe i rozumiem
jakie mogą być konsekwencje złego wyboru. – wyrecytowałam.
- Jesteś do bani. – Harry powiedział i zamknął drzwi mojej
szafki.
- Taa, okej. – przewróciłam oczami.
- Hej Harry. – grupa dziewczyn pomachała, gdy szły obok nas.
- Witam panie. – Harry odmachał.
- Czy to są dziewczyny, które wzywasz, gdy jesteś napalony? –
zaśmiałam się do siebie.
- Nie. – Harry surowo powiedział.
- Harry! – Julia się wydarła, idąc w stronę Harrego, garnąc
go do uścisku.
Harry się prawie wywrócił od jej nagłego ataku.
Julia wiedziała, jak flirtować z facetami, szczególnie
Harrym. Nie obchodziło jej, co ludzie o niej myślą. Była odważna i zawsze dostawała
to, czego chciała. Coś, czego zawsze jej zazdrościłam, to jej zuchwałość i pewność
siebie. Szkoda, że używała ich w tak zdzirowaty sposób.
Julia nagle przycisnęła swoje usta do ust Harrego, który
chwycił ją za nadgarstek. Oni dosłownie robili przedstawienie na środku
korytarza, które każdy widział.
Harry otworzył swoje wcześniej zamknięte oczy i nawiązał ze
mną kontakt wzrokowy, podczas całowania Julii.
- Wow. – szepnęłam do siebie.
Odeszłam stamtąd śmiejąc się.
To gówno naprawdę się dzieje.
Skarciłam siebie za rozwijanie się moich uczuć do Harrego.
Szczególnie w dzień mojego zerwania jednorocznej znajomości!
- Hej. – Phoebe się ze mną przywitała przy wejściu do klasy
plastycznej.
- Hejka. – odpowiedziałam.
- Dostrzegłam zdziczałe zwierzęta. – wskazała na coś.
Oczywiście. Mówiła o Harrym i Julii.
- Taa. – powiedziałam i weszłam do klasy.
- Nie mogę uwierzyć, że go dzisiaj pocałowałaś. –
powiedziałam cicho, pamiętając jej śmiałą akcję z Harrym, we wcześniejszej
porze tego dnia.
- Wiem! – Phoebe uderzyła się w twarz.
- Jesteś dziwką. – zażartowałam.
Phoebe uderzyła mnie w ramie, co spowodowało tylko mój
śmiech.
- Zajmijcie miejsca gdziekolwiek tylko chcecie! – nauczyciel
plastyki poinstruował.
Pan Drew.
Był jednym z najbardziej lubianych przez uczniów
nauczycieli. Wiedział, jak prowadzić aktywnie lekcje. Trudno było dostać się do
jego klasy, odkąd zbyt wielu uczniów chciało uczęszczać na jego zajęcia. Tylko
ci z najlepszymi stopniami mogli zostać dodani do tej klasy.
Phoebe i ja, zajęłyśmy miejsce z boku klasy.
Każda ławka miała kartkę „Cześć, moje imię to _____” .
Gdy wszystkie miejsca były zajęte, pan Drew zaczął mówić.
- No dobra, nie zamierzam tłumaczyć zasad, ponieważ
jesteście w ostatniej klasie i powinniście wiedzieć co robić, a czego nie
robić. Dodatkowo, jestem pewien, że przypominanie tych samych zasad przez 6
godzin staje się irytujące. – powiedział.
- Więc, zaczynamy po prostu zabawe. – klasnął w ręce.
Cała klasa westchnęła w uldze.
- Jak możecie zauważyć, na waszych ławkach są puste etykiety
na imię. Chcę, abyście napisali na nich jak chcecie być nazywani przez resztę
roku w tej klasie. – powiedział.
- Dla przykładu. – podniósł głos.
- Moja etykieta z imieniem mówi „Drew”, więc po prostu
nazywajcie mnie Drew. – powiedział.
Wszyscy wzięli swoje przyrządy do pisania i napisali swoje
imię lub przezwisko.
Phoebe zapisała się Phoebs.
Ja po prostu napisałam swoje imię.
- Teraz, mam zamiar rozdać puste, białe kartki papieru. –
pan Drew – Drew powiedział.
- Chcę, żebyście narysowali coś lub kogoś, co sprawiło, że byliście dzisiaj szaleni czy wściekli. –
poinstruował.
Tak wiele myśli przeleciało przez moją głowę.
Jedną, która się odznaczyła była ta o Joshu. I było ich
więcej.
- Nie musicie rysować mega profesjonalnego arcydzieła,
zwykły kształt jest okej. Naprawde, nie obchodzi mnie to. – westchnął Drew.
Narysowałam Josha.
Próbowałam odzwierciedlić jego włosy czy ich odcień.
- Odłóżcie przybory. – Drew powiedział.
Wszystkie odkładane narzędzia zrobiły duży hałas, dopóki
wszyscy nie mieli swoich zestawów na stolikach.
- To jest sposób, którego lubię używać, by wypuścić z siebie
całą złość. Rysuję to, co sprawiło moją wściekłość czy irytację. – wyjaśnił.
- To jest strategia lub metoda, jakkolwiek chcecie to
nazywać, która pozwala uwolnić waszą złość w kierunku innych ludzi, bez napaści
na nich. – dodał.
Miał rację. Zdałam sobie sprawę, że już nie byłam tak
zdenerwowana jak wcześniej. Chyba ten sposób działa.
Skinęłam głową, zgadzając się z nauczycielem.
Cała klasa wyszła, i szczerze, cieszyłam się, że w niej
byłam, nie tylko dlatego, że byli w niej zabawni ludzie, ale również, że miałam
tak zabawnego nauczyciela.
***
proszę, jeśli szanujecie czas, który poświęciłam na tłumaczenie tego rozdziału, to skomentujcie to.
będę naprawdę wdzieczna za każdy komentarz, choćby kropkę.
snołi x
***
Fajny rozdział będziesz informować @mehringkarolina
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuń