4 sie 2014

Rozdział 3



- Nie uderzyłeś się też w nos? – przypomniałam sobie, gdy z Harrym szliśmy na czwartą lekcję.
- Taa. – odpowiedział od niechcenia.
- Nie powinieneś był zostać? Co jeśli jest złamany czy coś? – zmartwiłam się.
Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu, a jego dołeczki w policzkach się ukazały.
- Wszystko w porządku, Katy. – zapewnił mnie.
Wciąż miałam wątpliwości, więc zatrzymałam go, nachylając się w kierunku jego twarzy, badając jego nos.
To dobra rzecz, że planowałam iść w kierunku medycyny. Szkoła, do której uczęszczałam miała programy dla uczniów zmierzających w stronę takiej kariery, więc wiedziałam kilka rzeczy o ludzkim ciele.
- Skończyłaś? – Harry powiedział, patrząc na sufit.
- Taa. – odpowiedziałam.
To niesamowite jak szybko jego nos przestał krwawić w gabinecie pielęgniarki.
Razem z chłopakiem kontynuowałam podróż.
- Za tobą. – powiedział otwierając drzwi z klasy.
Oczy wszystkich były na nas.
- Usprawiedliwienie ? – nauczycielka podniosła brew.
- Cholera, ale gówno. – mruknęłam pod nosem.
- Wróćcie i weźcie je, skądkolwiek przyszliście. – westchnęła.
Odwróciłam się w kierunku drzwi, ale Harry mnie zatrzymał.
- Byliśmy tylko u pielęgniarki. – powiedział.
- Nie ma znaczenia, gdzie byliście. Ja wciąż potrzebuję usprawiedliwienia. – kobieta zaczynała być zirytowana.
Przejechałam wzrokiem po tabliczce przyczepionej do jej koszuli i zobaczyłam „Pani Williams” napisane ledwo czytelną czcionką.
- Przepraszamy panno Williams, wrócimy i dostaniemy usprawiedliwienie. – powiedziałam ze spokojem.
Kobieta po prostu odwróciła się do nas plecami i kontynuowała to, o czymkolwiek mówiła.
- Mogłem powiedzieć, że ma ból dupy. – Harry fuknął.
Zaśmiałam się.
Wydaje mi się, że zawsze śmiałam się z dosłownie wszystkiego. Zawsze odnajdowałam coś śmiesznego, we wszystkim, niekoniecznie śmiesznym. Oczywiście, cokolwiek to było właściwego do śmiania się.
- Co w tym takiego zabawnego? – wyszczerzył się.
- To, co powiedziałeś. – odpowiedziałam.
- To nie było zabawne. – wbrew temu, co powiedział, wciąż się uśmiechał, a jego inteligentne oczy obserwowały mnie.
- Oh wiesz, dla mnie, było. – wyznałam.
Harry zachichotał i złapał mnie za rękę, obserwując ją. Po chwili odwrócił ją na drugą stronę, a ja natychmiast wyrwałam ją i naciągnęłam rękaw tak, żeby nic nie zobaczył.
Chłopak zauważył moją nagłą reakcję.
Ponownie, delikatnie chwycił moją dłoń i jeszcze raz odwrócił ją na drugą stronę, podciągając chwilę wcześniej opuszczony przeze mnie rękaw.
Harry się zatrzymał.
Jego oczy ani na chwilę nie opuszczały mojego nadgarstka. Jego wolna ręka jeździła przez blizny, które zaczynały już pomału znikać. Spojrzał z góry na mnie, a jego oczy wypełnione były zmartwieniem i smutkiem.
- Co...
- To nic nie jest. – ucięłam i wyrwałam moją rękę z dala od niego.
Nie chciałam, by ktokolwiek znał powody tych ran, które sobie zrobiłam. Nie chciałam by ktokolwiek je znał, ponieważ to jest coś o mnie, co trzymam w ukryciu i zatrzymuję tylko dla siebie.
Na całe szczęście, nie krzywdziłam się w jakikolwiek sposób, przez ostatni miesiąc, w którym zauważyłam postęp.
Próbowałam zostać silna i myśleć o sobie pozytywnie. Powoli zaczynałam akceptować fakt, że jestem kim jestem i nie mogę tego zmienić. Choćbym nawet czuła się jakbym była samotna i przez nikogo zrozumiana, zawsze jest ktoś, kto czuje się w dokładnie ten sam sposób co ja, i wie, jak mnie pocieszyć, ponieważ wiem, że nie jestem sama, mimo wszystko. Ja po prostu nie miałam jeszcze okazji spotkać osoby, która czułaby się w taki sposób, jak ja, ale wciąż, gdzieś tam jest. Życzę jej jak najlepiej.
- Katy. – głęboki głos Harrego powoli przemówił.
- Ja naprawdę nie chcę o tym rozmawiać… Proszę. – powiedziałam.
Harry westchnął i zaczęliśmy ponownie iść. Niedługo potem, dostaliśmy usprawiedliwienie od pielęgniarki i daliśmy je pannie Williams i zajęliśmy miejsca w środku klasy.
- Więc zasadniczo, wszystko co musicie zrobić, to skupić się i wykonać pracę domową  i to wszystko. – panna Williams wyłożyła.
Dałam moją głowę na dół i zaczęłam zamykać oczy, podczas gdy ona zaczęła gderać i mówić o jej córce, która żyła w Ohio, co szczerze, mnie nie obchodzi.
- Więc teraz, ona żyje w Ohio z jej trzecim mężem, prawdopodobnie będąc  nieszczęśliwa, ponieważ ona zawsze do mnie dzwoni i mówi, że tęskni za tutejszym miejscem. – kontynuowała.
- Nikogo to kurwa nie obchodzi. – szepnęłam do siebie.
Harry i dziewczyna siedząca obok mnie, się zaśmiali. Chyba powiedziałam to głośniej niż myślałam.
Kiedy zadzwonił dzwonek, panna Williams wciąż mówiła o jej córce i dosłownie wszyscy rzucili się do drzwi.
Szybko poszłam w kierunku mojej szafki, która była na końcu korytarza.
- Nie sądzę, że mógłbym wytrzymać drugi raz to samo. – powiedział Harry, gdy ukazał się koło mnie.
Obróciłam się tam, skąd pochodzić głos. Nasze twarze były zbyt blisko. Nie zdawałam sobie sprawy, jak niedaleko od siebie byliśmy. Nieznacznie się poruszyłam.
- Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałam idąc przez zatłoczony korytarz.
- Oczywiście. – odpowiedział chowając swoje olbrzymie ręce do kieszeni.
- Dlaczego jesteś taki miły? Byłeś kompletnym dupkiem jeszcze dzisiaj rano. – przypomniałam mu.
- Wiesz, tak naprawdę nie wiem. Chyba czuję się źle, że Josh cię oszukiwał. – przyznał się.
- Oh. – powiedziałam.
- Taa. – odpowiedział.
Poczułam się lekko zraniona, że jedynym powodem jego zachowania było to, że się nade mną litował. Nic innego.
- Nie miałem tego na myśli Kat-
- Wiem, co miałeś. – przerwałam, uśmiechając się po przeszkodzeniu Harremu ujrzenia mojej reakcji na jego słowa.
Kontynuowałam marsz, docierając do celu.
Lekko stanęłam na palcach, by mieć lepszy dostęp do zamka mojej szafki.
Nienawidziłam tego, że byłam tak niska.
Harry stał za mną.
- Chcesz opuścić tą lekcję? – zapytał.
Zwróciłam głowę w jego kierunku, gdy otwierałam szafkę.
- Jesteś szalony? – zaśmiałam się.
- Nie. – uśmiechnął się.
- Więc.. Nie, nie chce. Mój tata mnie zabije jeśli się dowie co zrobiłam. – powiedziałam wybierając zeszyt na następną lekcję. Plastykę.
- Martwisz się zbyt dużo. – Harry skomentował.
- Nie, po prostu wiem, co jest dobre, a co złe i rozumiem jakie mogą być konsekwencje złego wyboru. – wyrecytowałam.
- Jesteś do bani. – Harry powiedział i zamknął drzwi mojej szafki.
- Taa, okej. – przewróciłam oczami.

- Hej Harry. – grupa dziewczyn pomachała, gdy szły obok nas.
- Witam panie. – Harry odmachał.
- Czy to są dziewczyny, które wzywasz, gdy jesteś napalony? – zaśmiałam się do siebie.
- Nie. – Harry surowo powiedział.
- Harry! – Julia się wydarła, idąc w stronę Harrego, garnąc go do uścisku.
Harry się prawie wywrócił od jej nagłego ataku.
Julia wiedziała, jak flirtować z facetami, szczególnie Harrym. Nie obchodziło jej, co ludzie o niej myślą. Była odważna i zawsze dostawała to, czego chciała. Coś, czego zawsze jej zazdrościłam, to jej zuchwałość i pewność siebie. Szkoda, że używała ich w tak zdzirowaty sposób.
Julia nagle przycisnęła swoje usta do ust Harrego, który chwycił ją za nadgarstek. Oni dosłownie robili przedstawienie na środku korytarza, które każdy widział.
Harry otworzył swoje wcześniej zamknięte oczy i nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, podczas całowania Julii.
- Wow. – szepnęłam do siebie.
Odeszłam stamtąd śmiejąc się.
To gówno naprawdę się dzieje.

Skarciłam siebie za rozwijanie się moich uczuć do Harrego. Szczególnie w dzień mojego zerwania jednorocznej znajomości!
- Hej. – Phoebe się ze mną przywitała przy wejściu do klasy plastycznej.
- Hejka. – odpowiedziałam.
- Dostrzegłam zdziczałe zwierzęta. – wskazała na coś.
Oczywiście. Mówiła o Harrym i Julii.
- Taa. – powiedziałam i weszłam do klasy.
- Nie mogę uwierzyć, że go dzisiaj pocałowałaś. – powiedziałam cicho, pamiętając jej śmiałą akcję z Harrym, we wcześniejszej porze tego dnia.
- Wiem! – Phoebe uderzyła się w twarz.
- Jesteś dziwką. – zażartowałam.
Phoebe uderzyła mnie w ramie, co spowodowało tylko mój śmiech.
- Zajmijcie miejsca gdziekolwiek tylko chcecie! – nauczyciel plastyki poinstruował.
Pan Drew.
Był jednym z najbardziej lubianych przez uczniów nauczycieli. Wiedział, jak prowadzić aktywnie lekcje. Trudno było dostać się do jego klasy, odkąd zbyt wielu uczniów chciało uczęszczać na jego zajęcia. Tylko ci z najlepszymi stopniami mogli zostać dodani do tej klasy.

Phoebe i ja, zajęłyśmy miejsce z boku klasy.
Każda ławka miała kartkę „Cześć, moje imię to _____” .
Gdy wszystkie miejsca były zajęte, pan Drew zaczął mówić.
- No dobra, nie zamierzam tłumaczyć zasad, ponieważ jesteście w ostatniej klasie i powinniście wiedzieć co robić, a czego nie robić. Dodatkowo, jestem pewien, że przypominanie tych samych zasad przez 6 godzin staje się irytujące. – powiedział.
- Więc, zaczynamy po prostu zabawe. – klasnął w ręce.
Cała klasa westchnęła w uldze.
- Jak możecie zauważyć, na waszych ławkach są puste etykiety na imię. Chcę, abyście napisali na nich jak chcecie być nazywani przez resztę roku w tej klasie. – powiedział.
- Dla przykładu. – podniósł głos.
- Moja etykieta z imieniem mówi „Drew”, więc po prostu nazywajcie mnie Drew. – powiedział.
Wszyscy wzięli swoje przyrządy do pisania i napisali swoje imię lub przezwisko.
Phoebe zapisała się Phoebs.
Ja po prostu napisałam swoje imię.
- Teraz, mam zamiar rozdać puste, białe kartki papieru. – pan Drew – Drew powiedział.
- Chcę, żebyście narysowali coś lub kogoś, co sprawiło, że byliście dzisiaj szaleni czy wściekli. – poinstruował.
Tak wiele myśli przeleciało przez moją głowę.
Jedną, która się odznaczyła była ta o Joshu. I było ich więcej.
- Nie musicie rysować mega profesjonalnego arcydzieła, zwykły kształt jest okej. Naprawde, nie obchodzi mnie to. – westchnął Drew.
Narysowałam Josha.
Próbowałam odzwierciedlić jego włosy czy ich odcień.
- Odłóżcie przybory. – Drew powiedział.
Wszystkie odkładane narzędzia zrobiły duży hałas, dopóki wszyscy nie mieli swoich zestawów na stolikach.
- To jest sposób, którego lubię używać, by wypuścić z siebie całą złość. Rysuję to, co sprawiło moją wściekłość czy irytację. – wyjaśnił.
- To jest strategia lub metoda, jakkolwiek chcecie to nazywać, która pozwala uwolnić waszą złość w kierunku innych ludzi, bez napaści na nich. – dodał.
Miał rację. Zdałam sobie sprawę, że już nie byłam tak zdenerwowana jak wcześniej. Chyba ten sposób działa.
Skinęłam głową, zgadzając się z nauczycielem.
Cała klasa wyszła, i szczerze, cieszyłam się, że w niej byłam, nie tylko dlatego, że byli w niej zabawni ludzie, ale również, że miałam tak zabawnego nauczyciela.

***
proszę, jeśli szanujecie czas, który poświęciłam na tłumaczenie tego rozdziału, to skomentujcie to.
 będę naprawdę wdzieczna za każdy komentarz, choćby kropkę.

snołi x

***

23 lip 2014

Rozdział 2



 WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI CZWARTYCH URODZIN 1D.
PÓKI CO, CAŁY DZISIEJSZY DZIEŃ PRZERYCZAŁAM.
TAK NIESAMOWICIE ICH KOCHAM.
TRZYMAJCIE SIĘ.



Kiedy wybiegłam z klasy po trzeciej lekcji, telefon wypadł mi z tylnej kieszeni. Wiedziałam, że te kieszenie są zbyt małe! Jęknęłam i obróciłam się by go podnieść, ale zamiast tego, chłopak, którego dość często widywałam w szkole, chwycił mój telefon.
Miał na imię Ryder.
- Upuściłaś to. – uśmiechnął się.
- Dzięki Ryder. – próbowałam powstrzymywać łzy.
- Wszystko dobrze? – zapytał.
- Taa, j-jest okej. – sztucznie się uśmiechnęłam.
- Chcesz żebym odprowadził cię do klasy? I tak jestem już spóźniony. – wzruszył ramionami.
- Nie, jest w porządku, wszystko dobrze. – znów udałam uśmiech.
- W takim razie okej. – odpowiedział.
Poszedł dalej, a ja skręciłam w korytarz na prawo, gdzie znajdowała się moja klasa. Po paru latach bycia w tym samym budynku, wszystkie korytarze stały się mniej pogmatwane.
Otworzyłam drzwi i spojrzałam na kolegów. Na szczęście Phoebe też tam była. Zamachała do mnie, abym usiadła obok niej, na miejscu, które dla mnie zajęła.
- Spóźniona w pierwszy dzień, nie najlepsze wrażenie. – powiedział mój nauczyciel, a następnie zanotował coś, następnie chowając to z powrotem do schowka w swoim biurku.
- Przepraszam, Panie… Lee. – odrzekłam, zerkając na duży, czerwony napis, jego nazwisko, w lewym, górnym rogu tablicy.
- Czemu się spóźniłaś? Ty się nigdy nie spóźniasz. – szepnęła Phoebe.
- Byłam w łazience. – pociągnęłam nosem.
- Josh i ja… - powiedziałam zanim Phoebe mi przerwała.
- Tak, słyszałam. – odpowiedziała łagodnie.
- Co? Skąd? – zapytałam.
- Plotki szybko się rozchodzą. – wzruszyła ramionami.
- Więc wszyscy już wiedzą? Nie minęła nawet godzina! – uniosłam się.
- Cii… będziesz miała kłopoty. – ostrzegła mnie.
Jęknęłam i rozłożyłam się niedbale na krześle, poirytowana właściwie do końca dnia.
Pan Lee mówił o klasowym regulaminie i o tym, jak mamy go przestrzegać. Wszystko to już słyszałam.
Zanim się spostrzegłam, minęła trzecia i czwarta lekcja i przyszedł czas na lunch, na który w ogóle nie miałam ochoty iść. Poszłam do stolika gdzie siedzi Phoebe i inni ludzie, z którymi zazwyczaj rozmawiam. Była krótka, niezręczna chwila ciszy, zanim powiedziałam:
- Ludzie, wszystko gra. Przysięgam. – i leniwie się uśmiechnęłam.
- Nie, wcale nie. – Leo się skrzywił.
Leo. Znałam go od podstawówki. Z czasem nasza przyjaźń dojrzała, a teraz, jesteśmy nierozłączni.
- Właśnie, że tak. – powtórzyłam.
Leo westchnął.
- Naprawdę nam przykro, Katy, on jest dupkiem i nie zasługuje na ciebie. – Phoebe próbowała mnie pocieszyć.
Zaśmiałam się na określenie, jakim go nazwała, bo mogłabym znaleźć sto gorszych wyzwisk.
- Przynajmniej wy dwoje nie… no wiesz. – Phoebe szepnęła do mnie.
- Taa… To byłoby najgorsze. – przyznałam.
Chyba rada, jaką dajemy, właściwie ma znaczenie, bo gdybym oddała się Joshowi, moja sytuacja byłaby o wiele gorsza niż teraz.
Nie uprawiajcie seksu w liceum.

- Katy, możemy porozmawiać? – znajomy męski głos powiedział.
Spojrzałam w górę i moje oczy spotkały się z Joshem.
- Czego chcesz, Josh? – uciekłam wzrokiem na podłogę.
- Musimy porozmawiać. – powtórzył.
- Nie mam ci nic do powiedzenia. – surowo powiedziałam.
- Kat, Katy, kochanie.  – poprawił siebie.
- Zostaw ją w spokoju Josh. – Phoebe ucięła.
- Zamknij się Phoebe! To nie ma nic wspólnego z tobą. – Josh podniósł głos.
Zaczęliśmy zwracać uwagę ludzi wokół nas.

- Katy. – błagał.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, Josh. – powiedziałam, nie patrząc mu w oczy.
- Katy…
- Bracie, myślę, że powiedziała, że nie chce z tobą rozmawiać. – Harry powiedział, gdy przechodził koło nas ze swoim lunchem w ręce.
- Odwal się. – Josh popchnął Harrego, zmuszając go do upuszczenia całego jedzenia na podłogę.
Szczęka Harrego się zacisnęła, gdy chłopak popatrzał na jedzenie, które leżało teraz na ziemi.
Harry spojrzał z powrotem w górę i mocniej popchnął Josha.
To, oczywiście, rozwścieczyło Josha, w wyniku czego jeszcze raz popchnął Harrego.
Harry zadał pierwszy cios, a jego pięść spotkała się ze szczęką Josha.
Mój głos uwiązł w gardle, nie mogłam oglądać tego przedstawienia dłużej niż już trwało.
Josh oddał cios.
Właśnie wtedy dostałam odwagi, żeby wkroczyć i to zatrzymać.
- Josh! Stop! – krzyknęłam.
Nie posłuchał.
- Harry! – wrzasnęłam.
Również mnie zignorował.
Wskoczyłam na plecy Josha, próbując sprawić, żeby przestał.
- Złaź Katy! – Josh  ostrzegł.
- Przestań walczyć! – surowo powiedziałam.
Harry odepchnął Josha na bok, a mnie ściągnął z jego pleców i odsunął, umieszczając ręce po obydwóch stronach moich ramion.
- Katy, stanie ci się krzywda! – Harry wykrzyknął.
Jego zielone oczy wpatrywały się we mnie.
Jedna z rąk, którą trzymał na moim ramieniu, opuściła je i poprawiła loczki opadające na jego twarz.
Josh skorzystał z okazji i uderzył Harrego, gdy ten był odwrócony.
Harry upadł na podłogę, a jego nos krwawił.
- Josh! – krzyknęłam.
Uklęknęłam do leżącego na ziemi chłopaka. Natychmiast wszyscy wokół nas, otoczyli mnie i Harrego.
- Harry, słyszysz mnie? – potrząsnęłam nim.
- Harry. – potrząsnęłam jeszcze raz.
Jęknął kilka sekund później.
Różne myśli zalały mój umysł.
- Oh, Boże. – szepnęłam, gdy oparłam  głowę o jego pierś.
Ręka Harrego spoczywała na moich plecach, lekko przebiegając po nich w górę i w dół.
- Jest w porządku. – leniwie się uśmiechnął.
- Krwawisz. – stwierdziłam, kiedy podniosłam głowę.
Wskazałam na białą koszulkę, którą nosił i znajdujące się na niej czerwone plamy krwi.

- Powinieneś iść się pokazać pielęgniarce. – powiedziałam mu.
Harry spojrzał na mnie do góry, wciąż leżąc na podłodze.
Uśmiechnął się do mnie, nie wiem dlaczego, ale po prostu miał uśmiech na twarzy. On do cholery krwawił!
Harry wstał, a jego ramie oplotło moje ramię. Prowadziłam go środkiem korytarzy szkolnych, prosto do gabinetu pielęgniarki.
Josh szedł za nami, nie towarzysząc nam.
- Okej, więc co się tutaj stało? – pielęgniarka powiedziała, gdy Harry wraz z Joshem siadali na jednym z łóżek.

     Harry miał przyciśniętą paczkę z lodem do szczęki, dokładnie tak samo jak Josh.
- Zostałem uderzony w twarz przez tego kutasa. – Harry powiedział i wskazał głową w kierunku Josha, który siedział obok niego.
- On mnie pierwszy uderzył! – Josh się bronił.
- Ponieważ zasłużyłeś! – Harry wstał, upuszczając paczkę lodu, którą trzymał.
Drugi chłopak również wstał.
- Nie, to nie prawda skurwielu. – powiedział.
- Tak, prawda! Nawet nie masz szacunku dla dziewczyny, która była u twojego boku przez ostatni rok i zdecydowałeś się pójść na przód, oszukując ją! – Harry powiedział i wskazał na mnie.
Chwila, co do cholery?
- Przeprosiłem ją, ty kretynie! – Josh nacisnął swoim palcem na klatkę piersiową Harrego, lekko go popychając.
- No, no, spokojnie chłopcy. – pielęgniarka ucięła.
- Więc, gdzie cię uderzył? – zapytała Harrego.
- Szczęka. – jego głęboki głos odpowiedział.

Wyglądał na złego i zirytowanego.
Pielęgniarka przysunęła jego szczękę bliżej swojej twarzy, by ją ocenić.
Oczy Harrego spotkały moje.
Jego wyraz twarzy nagle złagodniał.
- Ała. – skrzywił się.
- Okej, będziesz tu miał siniaka. – pielęgniarka potwierdziła.
- Teraz, daj mi się zobaczyć. – kobieta westchnęła, gdy obracała się w kierunku Josha, który również na mnie patrzył.
Harry zrobił krok w moim kierunku.
Chwyciłam jego szczękę w moje ciepłe palce, próbując samodzielnie ocenić wyrządzone mu szkody.
- Twoje dłonie są gorące. – Harry się uśmiechnął.
- Um, dziękuję. – Nie wiedziałam, co  innego mogłabym powiedzieć.
- Okej, masz obity nos, co tłumaczy niewielkie krwawienie. – pielęgniarka powiedziała.
- Obydwoje trzymajcie paczkę lodu do obolałych miejsc, aby zapobiec pogorszeniu. – wytłumaczyła.
- I ty. – wskazała na Josha.
- Musisz zostać z powodu problemu z nosem. - powiedziała.
 Josh chrząknął z frustracją.
- Czy oni będą mieli kłopoty? – zapytałam pielęgniarki.
Moja ręka opuściła twarz Harrego tylko po to, by złapać go za rękę.
Nie włożyłam w to zbyt dużo zainteresowania.
- Nie mam zamiaru mówić nic tylko dlatego, że wy dwoje kończycie w tym roku szkołę i to mogłoby zaszkodzić wam przed rozdaniem dyplomów, więc tego nie zgłoszę. – kobieta powiedziała.
Westchnęłam w uldze.
Nawet jeśli Josh uczynił mi źle, wciąż życzę mu jak najlepiej.
Spojrzałam w tył na Harrego, który głupio się uśmiechał, gdy na mnie patrzał. Moja dłoń była wciąż w jego uścisku.
- Mogę już iść? – Harry zapytał, wciąż patrząc na mnie.
- Taa, tylko nie walcz więcej. – pielęgniarka ostrzegła.
- Nie obiecuję. – odpowiedział, gdy podnosił paczkę lodu, którą wcześniej upuścił i pociągnął mnie do wyjścia z gabinetu.
- Czemu uderzyłeś Josha? – zapytałam go, jednocześnie wyrywając rękę z uścisku Harrego.
- Zasłużył na to. – powiedział, a jego ręka przyciskała paczkę z lodem do chwilowych szkód.
- Wciąż, nie powinieneś tego robić. – odpowiedziałam.
- Luzik mamo, nikt nie umarł. – droczył się.
Przewróciłam oczami.
Dlaczego on był taki miły? .. Dobrze, dziwne.

- Daj mi się odprowadzić do klasy. – Harry zaoferował.
- Z kim teraz masz? – zapytał.
- Myślę, że z Panną Williams z Angielskiego. – powiedziałam.
- Ja też. – Harry uśmiechnął się szeroko.
- Zgaduje więc, że mogę cię odprowadzić. – dodał.

 ----------------------------------------

rozdział niesprawdzony

  połowa rozdziału została przetłumaczona przeze mnie, a połowa przez moją przyjaciółkę.

przepraszam za takie opóźnienie, jednak nie dogadałyśmy się z drugą tłumaczką, co do części, które mamy tłumaczyć.
 całą winę biorę na siebie.
 rozdziały od teraz powinny być zdecydowanie regularniej.
mniej więcej raz na tydzień.
może częściej.

------------------

jeśli szanujesz naszą pracę włożoną w przetłumaczenie rozdziału i czas, który na to poświęciłyśmy, proszę, skomentuj ten rozdział. choćby jednym słowem.

pozdrawiamy x

7 lip 2014

Rozdział 1

Dziś był pierwszy dzień ostatniego roku. Poprzednie trzy lata miały swoje wzloty i upadki, ale to wszystko jest warte wejścia na scene i odebrania dyplomu ukończenia szkoły.
Szkoła, do której uczęszczałam była bardzo zatłoczona, odpowiednio do faktu, że leżała w jednym budynku i tylko na czterech piętrach. To nigdy nie miało dla mnie sensu i codziennie mnie irytowało.
Nawet po tych wszystkich latach, znałam tylko około 75% ludzi z mojego rocznika, więc niektóre z osób, z którymi chodziłam do liceum, były mi nieznane. Nawet nie znałam ich imion.
- Gdzie mój plecak? – mruknęłam do siebie.
Przeszukałam cały mój zabałaganiony pokój w poszukiwaniu torby.
- Mam! – zawołałam, kiedy znalazłam przedmiot, którego poszukiwałam, za moim łóżkiem.
Jak? Nie mam pojęcia.
- Katy, spóźnisz się! – mój tata zawołał z dołu.
- Już idę! – odkrzyknęłam z irytacją w moim głosie.
Ciągnęłam torbę na dół po schodach i sprawdziłam swoje włosy w ogromnym lustrze, które miało swoje miejsce w salonie.
Gdybym miała szczęście, moje fale utrzymałyby się cały dzień i nie polokowały. Kto wie?
Dostosowałam biały tank top w kwiaty i ciemne, jeansowe spodnie do czerwonych, wytartych  vansów.
- Chcę same szóstki, okay? – upomniał mnie tata.
- Podobnie jak w zeszłym roku. – zaczęłam zrzędzić.
- I dwóch latach przed tym. – on dodał.
Przewróciłam oczami,  przytuliłam tatę na pożegnanie i wyszłam przez drzwi.
Odblokowałam drzwi z samochodu i rzuciłam torbę na siedzenie pasażera, po czym wsiadłam.
Gdy odpaliłam auto, niemal natychmiast rozpoczęło się odtwarzanie płyty ze wszystkimi amerykańskimi hitami.
Wycofałam samochód z podjazdu i pojechałam do szkoły.
_________________
Kilka minut później, szłam środkiem korytarza, który był już wypełniony zagubionymi pierwszakami próbującymi znaleźć swoje klasy.
Prawie śmiałam się na wspomnienie o byciu kimś takim, wcale nie tak dawno temu.
- Kat! – kobiecy głos zawołał za mną.
Obróciłam się i zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę Phoebe.
- Pheebs! – odkrzyknęłam.
Szła w moim kierunku i chwilę później przyciągnęła mnie do uścisku.
- Gdzie byłaś tego lata? – zapytała.
- Dom. – sapnęłam.
- Oh, a ja byłam w Nowym Jorku. – uśmiechnęła się.
- Brzmi fajnie. – kiwnęłam głową i kontynuowałam podróż wzdłuż korytarza, ale z Phoebe u mojego boku.
- Yeah, tam jest tak tłoczno i ruch jest tam milion razy gorszy niż tutaj, w Kalifornii. – skomplementowała.
- No nie gadaj. – powiedziałam sarkastycznie.
Czy to nie oczywiste? Nowy Jork jest prawdopodobnie najbardziej zaludnionym miastem świata.
- Tak! – wrzasnęła, nie łapiąc mojego sarkazmu.
Razem z Phoebe weszłyśmy na czwarte piętro, gdzie mieli klasy i szafki wszyscy uczniowie ostatniego roku.
- To już trzy lata, a ja nadal nie jestem przyzwyczajona do używania tych cholernych schodów. – jęknęłam.
Moja przyjaciółka tylko się zaśmiała.
Czwarte piętro było jednym z najbardziej sławnych lub najbardziej znanych pięter w szkole, ze względu na jego reputacje.
Na przestrzeni lat, to piętro zyskało renomę jako takie, gdzie dziewczyny oddają swoją niewinność palantom.
W zeszłym roku, kilka takich dziewczyn zostało złapane w pustej sali lekcyjnej.

Nazwaliśmy to zamiarem czwartego piętra.
Lub miejscem, gdzie gracze lub pary idą na seks.
Podczas trwania pierwszego roku, wielu starszych podchodziło do nas i pytało czy chcemy pójść na czwarte piętro.
Ja będąc sobą, nie rozumiałam do cholery tych idiotów, to znaczy, mówiłam „nie” za każdym razem.
- Patrz! Tam jest Harry! – Phoebe prawie krzyczała.
- Kto? – powiedziałam.
- Nie wiesz kto to Harry?! – Phoebe  głośno szepnęła.
- Oczywiście że nie. – odpowiedziałam.
Widziałam tego dzieciaka wcześniej, ale nigdy właściwie z nim nie rozmawiałam. Jednak znałam go za bycie graczem, przez całą szkołę. To było to, za co był znany.
- W każdym razie, - przewróciła oczami. – on jest cholernie uroczy. Ja po prostu.. – sapnęła. – I ten akcent! O mój Boże… - rozmarzyła się.
- Spokojnie Phoebe, to tylko chłopak. – powiedziałam.
- Jasne, okay. – odpowiedziała odchodząc ode mnie i idąc w kierunku nowo przybytego Harrego.
- Co do.. – szepnęłam do siebie.
Harry uśmiechnął się do Pheebs i chwycił ją za nadgarstek. Za to ona, owinęła swoje ramiona wokół jego szyi.
Kurwa, ale nerwy.
Oczy Harrego prześwietliły mnie na wylot.
Potem spoglądnął z powrotem na moją przyjaciółkę, a następnie wrócił wzrokiem do mnie.
Popchnął Phoebe na szafki i dał jej buziaka.
Faceci wokół, z niewłaściwych powodów zaczęli go dopingować.
- O mój Boże. – powiedziałam zszokowana.
Phoebe otarła usta i podeszła do mnie.
- I tak to się robi. – mrugnęła, kiedy przechodziła koło mnie.
Harry i wraz z jego grupą, zaczął do mnie podchodzić.
- Ta twoja przyjaciółka jest małą dziwką. – powiedział i razem ze swoją gromadą przeszedł obok mnie.
- Wiesz, że nie jest, tylko ty jesteś męską dziwką. – ripostuje.
Chłopak zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Przynajmniej nie jestem dziewicą. – zaczął.
- Nie wiesz tego. – zaprotestowałam.
- Oh, ależ tak. Gdzie jest twój mały chłoptaś, huh? Dotykał cię już? Uprawiałaś z nim kiedykolwiek seks? – dodał.
- Nie wiesz nic o moim związku z Joshem. – krzyknęłam.
Josh i ja, rozmawialiśmy o tym. I dotykał mnie wcześniej, ale nigdy w coś innego niż w tyłek czy cycki. Mam granice.
Harry natychmiast się zaśmiał.
- To ty nic nie wiesz. – powiedział i odszedł.
Co to miało znaczyć?
Gdzie jest Josh?
Wyjęłam mój telefon i wykręciłam jego numer i prawie natychmiast nagrałam mu się na skrzynkę pocztową.
- Wow, okay. – wymamrotałam.
Dzwonek jeszcze nigdy nie dzwonił tak głośno.
Popędziłam do klasy i dostałam się tam kilka sekund przed końcem dzwonka.
Rozglądałam się za jakimś miejscem z tyłu.
Szczęśliwie, było tam jedno dostępne miejsce, dlatego szybkim krokiem podeszłam i je zajęłam.
Nagle, chłopak obok odwrócił się i popatrzał w moim kierunku.
Oh, super.
- Witaj ponownie. – Harry uśmiechnął się głupawo.
Prychnęłam i ignorowałam go przez resztę godziny wychowawczej.
Dziś, poznałam wszystkie jego cechy i uświadomiłam sobie, że oh,  świetnie wygląda i ma piękne, szmaragdowe oczy.
Szkoda, że jest taką dziwką.
Czemu wszyscy dobrze wyglądający faceci tej szkoły, muszą być graczami?
Po kilku minutach zobaczyłam, że Josh wchodzi. Jego włosy były w nieładzie. Nie jestem pewna czemu, ale tak było.
Poszedł na tył klasy, gdzie siedziałam i pstryknął palcami przed twarzą chłopaka obok mnie i stwierdził, że to jego miejsce.
Chłopak wstał i zajął miejsce w rogu klasy, a Josh pochylił się, żeby mnie pocałować.
- Ty, młody chłopcze, zakaz całowania w klasie. – mój wychowawca ostrzegł wchodząc do klasy i wskazując na nas palcem.
- Yeah, zakaz całowania w klasie. – Harry cmoknął.
- Gdzie byłeś? – szepnęłam do Josha.
- Byłem zajęty. – wzruszył ramionami, gdy zdejmował kurtkę ze swoich ramion, tym samym je odsłaniając.
Lekcja wychowawcza była nudna jak zwykle, a ja miałam spuszczoną głowę i zamknięte oczy, dopóki ktoś nie trząsnął mnie łokciem do pobudki i ożycia.
Mój chłopak czekał na mnie na zewnątrz klasy, wziął mnie za rękę i poszliśmy na taras, gdzie wszyscy uczniowie ostatnich klas jedzą i spędzają czas.
Razem z Joshem usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy o naszym letnim wyjściu.
Od czasu do czasu, pochylał się i całował mnie, czym chciałabym się cieszyć. W szkole byliśmy znani jako para „na zawsze”.
I do tej pory czułam się właśnie w ten sposób.
Dzwonek ponownie zadzwonił i na szczęście
tą lekcję mieliśmy razem. Uh, matematyka.
- Hej Josh. – dziewczyna o imieniu Stacy mrugnęła, gdy przechodziła koło nas.
- Uh, h-hej Stacy. – zająkał się.
Chwila. On się nigdy nie jąka.
- Czemu się jąkasz? Ty się nie jąkasz! – wytknęłam.
- T-tak, robię to. – bronił się.
- Nie, nie robisz. – obstawiałam na swoim.
Chłopak popchnął mnie do najbliższego schowka woźnego.
- Co my… - zaczęłam.
- Okej, spójrz. – przerwał mi i zaczął wyjaśniać. – w zeszłym roku było zabawnie i cieszyłem się tym. – powiedział.
Przepraszam. Co?
- Zabawę? – podniosłam głos.
- Tak, podczas lata, tak jakby, umm związałem się ze Stacy. – przyznał.
- Co?! – krzyknęłam.
- Jak po tym wszystkim… - krzyczałam, ale Josh zakrył mi usta dłonią.
- Shhh, Kat, kochanie.
- To Katy! – poprawiłam go.
- Zawsze nazywałem cię Kat. – powiedział.
- Chyba nie jesteś poważny. – wymamrotałam, gdy wyrwałam mu się i wyszłam ze schowka, zostawiając go samego ze sobą.
Poszłam do klasy matematycznej, gdzie wszystkie oczy skierowały się na mnie.
Zajęłam miejsce z tyłu, czyli jak zwykle i starałam się chować przez resztę lekcji.
Cicho szlochałam.
Kiedy dzwonek w końcu zadzwonił, pobiegłam do łazienki, by naprawić mój zrujnowany makijaż.
- Pierdolony Josh. – wymamrotałam i patrząc w lustro, wytarłam łzy.
Westchnęłam i poszłam na trzecią godzinę lekcyjną.







***


okay, to pierwszy rozdział za nami! mam nadzieję, że wam się spodoba.

przepraszam za wszystkie błędy.

chciałam podziękować wszystkim osobom, dzięki którym ten rozdział się tutaj znalazł, a szczególnie @siemaJus

byłoby miło, gdybyście go skomentowali.
 proszę o SZCZERE opinie.

dziękuję x.